BIKE TransAlp Trening Wpis

Mortirolo Climb. Czyli Alpy pokazują kły, a BIKE TransAlp pokazuje serce.

Kiedyś tam pojadę i tam wjadę. Tak naprawdę, na dwóch kołach napędzanych tylko siłą moich mięśni oraz silną głową. Pojadę, wjadę i będę mógł wytatuować sobie jakieś odznaczenie za to.
W końcu nawet Lance Armstrong powiedział, że to najtrudniejszy podjazd jaki widział w życiu. A coś tam z tych podjazdów widział.

Póki co Przełęcz Mortirolo odwiedziłem wirtualnie rowerem, przytwierdzonym na stałe do podłoża i ruchomym obrazem w komórce – dzięki Rouvy AR.
Już na końcu treningu trasa otrzymała ode mnie ksywę Trolololo – trochę przez podobną nazwę, a trochę przez to, że każdy uphillowiec, każdy kolarski góral jadąc tą trasą wygląda tak: Zobacz koniecznie 🙂

Myślę, że w końcu znalazłem też swoją trasę, do której będę powracał monitorując swoje postępy. A jest w czym się postępować bo najlepszy zawodnik wg statystyk Rouvy przejechał ten kawałek o 37 minut szybciej ode mnie. Przepaść, a przy okazji wyzwanie i świetny punkt odniesienia moich treningów.
               Trasa na wykresie nie robiła wrażenia. Dziesięć kilometrów długości i jeden kilometr dwieście metrów w górę. Tylko po standardowej procedurze startu trenażer nawet nie drgnął. Stał ten mój kolarz na ekranie, ja cisnąłem w pedały, a trenażer wesoło pobłyskiwał niebieskim światełkiem wskazującym, że wszystko ok. Ja oczywiście byłem przekonany, że się zepsuł bo pomimo, że duża tarcza z przodu to nie ma opcji żebym nie zaczął jechać. Wtedy przyjrzałem się wskaźnikom na monitorze i zobaczyłem to. 25% nachylenia. Od samego startu. Bez nawet kawałka płaskiego parkingu, żeby rozkręcić pedały. A później trasa wcale nie próbuje schodzić z tego nachylenia.
               Tak mniej więcej wyglądają również nasze przygotowania do BIKE TransAlp w tym pieprzonym roku pandemii wirusowej, ekonomicznej i niestety logicznej. Trudność w zrozumieniu co tu się, do cholery, wokół wyprawia sprawiła, że chyba już nikt nie chce planować i składać przyszłościowych deklaracji.
Wiedzieliśmy, że będzie pod górę – ale nie spodziewaliśmy się 25% od samego startu.
Mieliśmy mieć czas na zrzucenie łańcucha na mniejszy blat i mieć równowagę, aby stanąć w pedały. Nic z tych rzeczy – okołocovidowe szaleństwo galopowało bez opamiętania. Nie dawało kawałka płaskiego żeby się rozpędzić, a jeszcze ciągle szturchało żeby utrzymanie równowagi nie było oczywiste. Zamknięte lasy, zamknięte siłownie, zakaz jazdy na rowerze, gonienie trenerów, zwolnienia z pracy, likwidowane firmy pracodawców i klientów, konieczne przeprowadzki, topniejące oszczędności, spirala stresu. Nic z tego nas nie ominęło.
               Tak więc w tym roku start naszych przygotowań do BIKE TransAlp rozpoczął się od 25% nachylenia, a skończył na 95% nachylenia. Właściwie dobrze, że mieliśmy ze sobą czekany bo dzięki temu jeszcze nie odpadliśmy od tej skały.
               Na Mortirolo Pass odetchnąć można przez sekundę na zakrętach. Jest ich sporo, a nachylenie spada nawet do 17%. Ho ho 🙂 W roku 2020 zakrętów też jest sporo, ale nachylenie wzrasta i często nie da się ich przejechać i trzeba się zatrzymać.
Każdy kolarz wie, że jeśli zatrzyma go nachylenie podjazdu to oznacza tyle, że już dalej nie ruszy. Na podjeździe, na rowerze – jeśli nie masz siły kontynuować wspinaczki to tym bardziej nie będziesz miał siły, żeby ruszyć z miejsca, wpiąć się w pedały i pofrunąć dalej.
Wiedzieliśmy, że nie możemy się zatrzymać. Pojawiały się kolejne zakręty – sponsorzy, którzy nie chcieli się deklarować na przyszłość. Potem zrzutka, która nie przynosiła efektu bo – co zrozumiałe – darczyńcy choć z serca chcieli pomagać nie wiedzieli co przyniesie najbliższa przyszłość i zabezpieczali siebie. I tak dalej i tak dalej. Eh. Real life Mortirolo.
               No i cóż – nieubłaganie zbliżał się moment, w którym musieliśmy się zatrzymać. Odwlekałem go do granic możliwości.
W końcu musiałem zadzwonić do Szymona.
Szymon i Michalina to nasze dobre duchy. Anioły, które pozwoliły nam uwierzyć, że wszystko jest możliwe i choć – jak cała branża rowerowa – nie mieli łatwego roku pomogli nam ogromnie. Nadal pomagają.
               To właśnie oni – Puchałka Sport – są naszym technicznym i mentalnym wsparciem. To ich logo i linka do strony znajdziecie na dole tej strony.
               Ale do rzeczy – no więc, kiedy już poczułem, że nie damy już rady pokonać tej góry i chyba nawet już się zatrzymałem, zadzwoniłem do Szymona.
Zbliża się termin, w którym musimy odebrać rowery. Nasze alpejskie rumaki. Musiałem przekazać mu, że nie daliśmy rady i zawiedliśmy. Ich, siebie, ludzi trzymających za nas kciuki.
I wtedy usłyszałem: Wiesz Radek, to chyba tak miało być bo Trek przesunął Wasze zamówienie na lato.

               Trochę poczułem jakby się wypłaszczało. Na szczęście nie zdążyłem się wypiąć z pedałów i docisnąłem. Chyba jedziemy pod tą górę dalej, bo prawdziwa petarda przyszła dzień później.

               Telefon. Zagraniczny. Odbieram. Książe z Nigerii… nieee, to żart. Dzwoni Julia z biura organizatora BIKE TransAlp. Radku – mówi – wiemy, jaka jest sytuacja u was, wiemy jaka jest sytuacja u nas i że jesteście w innej sytuacji niż ci wszyscy zawodowcy, którzy startują u nas. Więc możemy się zgodzić
na przełożenie waszego startu na edycję 2022!

Czujecie to?! Dojechaliśmy do płaskiego kawałka.
Tak Szymon – tak miało być – wszystko nagle nam się poukładało. Na tym płaskim kawałku będziemy mogli odetchnąć i chociaż już chcieliśmy zejść z roweru, jedziemy dalej!

UF

Nieprawdopodobne.

Dziękujemy Julia z BTA. Dziękujemy Szymon i Michalina z Puchałka Sport. Dziękujemy Martombike.
Dziękujemy WSZYSTKIM, którzy trzymają za nas kciuki i którzy wspomogli nasz cel finansowo i tym, którzy zechcą pomóc nam w ciągu najbliższych 18 miesięcy.

Jesteśmy przekonani, że to będzie dobre 1,5 roku – zbierzemy się do kupy, zbierzemy fundusze na start i zbierzemy medale na mecie siódmego etapu!

I już nigdy nie pomyślimy żeby zatrzymać się i zejść z roweru przed szczytem.

               Na przełęcz Mortirolo będę wjeżdżał wirtualnie jeszcze kilkanaście razy. Wiem już, że nie mogę zacząć na wysokim biegu, wiem już, że nie ma tam miejsca na oglądanie widoków, wiem jak rozłożyć siły i kiedy zasilić się żelem lub batonem.
Podobnie ze startem w BTA. Wiemy już co zrobiliśmy źle i jak drogę do BIKE TransAlp rozpocząć i przejechać lepiej.

               Kiedy nie mogłem ruszyć pedałów na początku trasy Mortirolo na Rouvy AR pokornie zsiadłem z roweru i ręcznie przełożyłem sobie łańcuch na mniejszy blat.
Ale nie nazwałbym tego falstartem. To budowanie doświadczenia. Jedziemy dalej. Wracamy na siodełko.

  • A jakie są Wasze ulubione trasy na Rouvy? Gdzie wracacie żeby sprawdzić postępy Waszego treningu?
  • I pamiętajcie o naszej Zrzutce oraz ebooku, który wydany po BTA 2022, trafi do rąk wszystkich darczyńców.

2 thoughts on “Mortirolo Climb. Czyli Alpy pokazują kły, a BIKE TransAlp pokazuje serce.

    1. Zatem będziemy czekać na filmik jak wjeżdżasz na górę z tym śpiewem na ustach – lalala 🙂
      Trzymamy kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back To Top